Ze wszystkim witałem się szczerze. Tosiek Jakubowski, Michta, Wojciechowski i Kołomański podeszli do mnie z kapelą ludową, którą sprowadzili na dzisiejszą zabawę. Po przywitaniu się ze wszystkimi kapela ludowa przy dźwiękach akordeonu, kornetu i skrzypiec ucięła raźnego marsza. I tak mnie prowadzono do domu. Na ścieżce przed domem stała moja matka. Biedne matczysko, nie mogła iść mi na spotkanie. Ze wzruszenia trzęsła się i płakała. Przy dźwiękach marsza upadłem na klęczki przed nią i ucałowałem jej stopy.
Michał Basa – Opowiadania partyzanta