Ostatni w tej wojnie Szwab

Kazałem im iść i ostrzeliwać czteropiętrowy dom, przeważnie drugie piętro, środkowe okna. Pokazałem im, skąd padały strzały. Ja jako cywil zostałem z tyłu. Pepeszę trzymałem pod płaszczem, w który już poprzednio się przystroiłem. Zaczęła się strzelanina. Radzieccy żołnierze bili po oknach, sypały się szyby na bruk. A kiedy się trochę oddalili i poc…

Czytaj >>
Powrót

Poczęliśmy przygotowywać do powrotu żywność, odzież, i co my tylko mogli. Stefan Kuropatwa miał gdzieś w Eisendorfie narzeczoną i wcześniej ruszył w podróż do Polski, czy inne okolice z jakąś grupą. Ja trzymałem się Gołębiowskich. Do nas dołączył Tadek z okolic Lublina, urodziwy i dobrze zbudowany chłopak, w wieku dwudziestu kilku lat. Również miał…

Czytaj >>
Strzelamy z działa

Po zjedzeniu obiadu, we czterech: ja, Tadek, Edek i Stach poczęliśmy węszyć po lesie, gdzie był porozrzucany wojskowy sprzęt i różna broń. Po przejściu może 300 m trafiliśmy na stanowiska lekkiej artylerii i stały tam 4 działa. Koło każdego działa kupka pocisków. –Nie jestem artylerzystą, bo byśmy, chłopaki, postrzelali – rzekłem po rozejrzeniu si…

Czytaj >>
Pierwsza rewizja. Ucieczka władzom

Około ósmej rano na trakcie spotkaliśmy się z rosyjskim wojskiem. Pierwszy raz odbyła się rewizja na wozach i sprawdzanie dokumentów. Jakoś tam wytłumaczyliśmy się. Zabrali nam tylko cztery rowery i zegar Gołębiowskiego, choć usilnie tłumaczyliśmy, że to nasza własność. Przy rewizji ocaliłem twardą skórę, której miałem ok. 80 kg; przerzuciłem i nie…

Czytaj >>
Dalsza podróż

Wróciliśmy do naszych. Po uzgodnieniu, którędy mamy jechać, polnymi drogami ruszyliśmy w dalszą podróż w kierunku Brzegu. Omijając trakty, nakładaliśmy drogi. Tego wieczoru znowu kwaterowaliśmy w pustej, bezludnej wsi. Noce były ciepłe i pogodne. Siadywałem gdzieś na podwórku i myślałem o rodzinnych stronach. Nazajutrz po południu jechaliśmy przez …

Czytaj >>
Rekwizycja wozów i koni

Na drugi dzień pod dozorem żołnierzy dojechaliśmy do przeglądu. Przegląd nie wypadł pociesznie, co mogli, to nam zabrali, a Edkowi zarekwirowali motocykl. Uciułaliśmy rowery, zegarki, budziki i duże ścienne zegary. Zabrano nam gumowe wozy i konie. Pozostałe rzeczy ułożyliśmy na kupki. Kobiety i dzieci siadły na pierzynach i tobołkach, i zaczęły gło…

Czytaj >>
Aresztowany w kołchozie

Zapędzono mnie na peryferie miasta do jakiegoś kołchozu, czy obozu pracy. Powiedzieli mi, że muszę pracować 10 dni i jak się będę dobrze starał, to dadzą mi jeść. Nie sprzeczałem się, ale pomyślałem sobie, że ja tu długo nie będę pracował, bo nawieję. Patrol oddał mnie dyżurującym nad robotnikami. Poprowadzono mnie do wielkiej, długiej obory dworsk…

Czytaj >>
Przeprawa przez most

Nazajutrz skoro świt poczęliśmy się szykować do podróży. Zaprzęgłem swojego kucyka i ze Stachą i Stachem ruszyliśmy za Gołębiowskim, który już chciał jechać, o świcie. Mówił, że może się wartownicy pośpią i cicho przez most na Odrze przemkniemy. Jednak wartownicy nigdy nie śpią. Pierwszym wartownikiem była kobieta. Powiedziałem do Gołębiowskiego: –…

Czytaj >>
Znowu pustka i bezludzie

Spodziewaliśmy się po drugiej stronie Odry spotkać zaludnione duże wsie, wolne od zniszczeń wojny, zasobne i bogate. Tymczasem nasza wyobraźnia była inna, niż było w rzeczywistości. Tak pierwsza, jak i następne wsie były puste. Nie spotykało się żadnego człowieka, ani zwierzęcia. Stały jak wymarłe. Choć tu nie było śladów wojny, wsie nie były ponis…

Czytaj >>
Już na Śląsku. Spotkanie z Ruskimi

Nazajutrz wcześnie rano pobudka. Jemy śniadanie i w dalszą podróż. Konie jakoś raźno idą z rannym chłodem. Mniej kuleje nasz artyleryjski kasztan i rączo się uwija kucyk. Jedzie kucykiem Stach, ja zapadam w sen na tobołkach. Budzę się koło południa. Pod kołami wózka dudni dość dobra bita droga, jedziemy przez las. Las ciągnie się całymi godzinami. …

Czytaj >>