Wczesną wiosną 1943 r. już wyszli partyzanci do oddziałów leśnych. Pod dowództwem ppor. Jerzego Cybulskiego ps. „Michał” i ppor. Mariana Świderskiego ps. “Dzik”. W początkach marca 1943 r. stało dwie drużyny AK w Łysicy. Pierwszą ich akcją była likwidacja dwóch żandarmów niemieckich, zdobycie motocykla, 1 empika, i 1 kabeka koło Świętej Katarzyny. Tymczasem po obławie na oddział „Narbutta” w lasach osieczyńskich działał pluton „Osta” (W. Wasilewskiego AL). GL od Zagdańska do Banowic stale nękał chodzącą kolejkę Zagdańsk – Rudki. Dotarły do nas również wiadomości, że nasz rodzinny oddział partyzancki Jana Sońty „Ośki” już wyruszył w pole i przystąpił do akcji bojowych. Wtedy już proponowałem bratu Stefanowi, aby przy pierwszej odprawie zgłosił mnie do oddziału „Ośki”, ale ponieważ wybieraliśmy się z młodszym bratem Jasiem, jakoś nasz brat nie załatwił pozytywnie tej sprawy. Mówił, że „Ośka” jest nad Wisłą, jak będzie bliżej, że potem, że nie jesteśmy spaleni a organizacji bardzo potrzebni, że w oddziale „Ośki” wiele nie zrobimy a tu potrzebni jesteśmy na każdym miejscu, że do nas ma najlepsze zaufanie. Kiedy raz pojechaliśmy po drzewo do Łysicy z bratem Jasiem, trafiliśmy na Stanisława Niepewnego, gajowego w tamtejszym lesie, który nam wydał drzewo. Był to nasz bliski przyjaciel. Mówił wtedy do nas:

–Czego chłopaki się namyślacie, nie idziecie do partyzantki? Przyznam się wam, bo mi jesteście bliscy i znam was jak swoją kieszeń, że jestem łącznikiem AK. Mam ps. „Cietrzew”. Stoją niedaleko stąd chłopcy, partyzanci znajomi wam. Dwa słowa i będziecie przyjęci.
–Cóż, kiedy my służymy w BCh i wiatrakami nie będziemy. Chcemy do rodzimego oddziału.
–Chcę wam pomóc – mówił Niepewny. – Będziecie może żałować, bo na schronisku w Słupi już żandarmeria niemiecka robi masakry aresztowanych.

Jakże często potem żałowałem tego, że go nie posłuchałem.