Pierwszą wiadomość o organizacji miałem od sołtysa Stanisława Kity, który sobie wziął pseudonim „Głowacz”. Zetknął się on po klęsce wrześniowej, gdzieś pod koniec października 1939 z Mieczysławem Ambrożem, który był kierownikiem przez szereg lat w naszej okolicy w szkole podstawowej w Świętomarzy. Był bardzo dobrym pedagogiem, świetnym wychowawcą. Wychował pokolenia urodzone od 1908 roku. Jako kapitan rezerwy opowiadał uczniom swoje przeżycia frontowe z pierwszej wojny światowej. Był gorącym patriotą kochającym ojczyznę i wolność, i umiał wpajać to w swoich uczniów. Tak ja, jak i inni byliśmy jego wychowankami. Kita był starszy, w wieku naszego wychowawcy i kierownika szkoły. Kita i Ambroży przyjaźnili się ze sobą. Pracował on jako kierownik szkoły nr 1 w Wierzbniku–Starachowicach w czasie wojny. Kiedy się spotkali, przystąpili do organizacji pierwszych komórek ZWZ na terenie świętokrzyskim. Kita wszedł do trójki politycznej. Pierwszą trójkę polityczną zorganizował wkrótce. Powołał do niej mnie i Ignaca Latałę. Po powrocie Józefa Wojteczka, który przyjął pseudonim „Dusiciel”, organizacja ruchu oporu ZWZ ruszyła całą parą.

Jednak pierwszym konspiratorem po Stanisławie Kicie ps. „Głowacz”, byłem ja. Kiedy byłem w młynie u Franciszka Kwiecińskiego w ostatni dzień listopada 1939, tam mnie znalazł Stanisław Kita i wywołał mnie z młyna.

Mam wielki sekret do ciebie, kolego Michałku. Może wymyślisz gdzieś w pobliżu jakieś ustronie, gdzie nas nikt nie podsłucha i będziemy mogli swobodnie porozmawiać

–Mam – powiedziałem.

Wziąłem go pod rękę i poprowadziłem obok rzeki Psarki. Była tam spróchniała rozłożysta wierzba otoczona krzakami. Przez ustronne pustkowie nikt nie chodził. Kita był krótkowidzem, mimo to przeżył wojnę. Ludzie czuwali nad nim i choć był ścigany przez Niemców, jednak nie wpadł. Po drodze już mi nadmienił, że będziemy rozmawiać o organizacji ruchu oporu. Kiedy byliśmy na miejscu, oświadczył mi następującą wiadomość.

Widziałem się z twoim wychowawcą kierownikiem Ambrożem. Żywi do ciebie zaufanie. Wiesz, że po klęsce wrześniowej nie poprzestaliśmy walki, a będziemy ją prowadzić, aż do zwycięstwa. Jest już organizacja, jest ruch oporu, który się wszędzie zawiązuje. My nie będziemy ostatni. Kiedy cię obdarzono zaufaniem, to chyba, Michał będziesz należał do organizacji podziemnej i mam zaszczyt cię zapytać, czy chcesz należeć?

Kochany Stanisławie, dziękuję ci, że mnie darzysz zaufaniem tak wielkiej tajemnicy. Cieszę się, gdy to słyszę. Obowiązek, jaki mi powierzasz wykonam i z całą trzeźwością umysłu mówię, że chcę należeć.

Spodziewałem się kolego tego od ciebie. A teraz, żeby nie być gołosłownym, musisz złożyć przyrzeczenie, czyli przysięgę.

–Złożę. Dziś? – zapytałem.

Z honorem przyjmuję tę wiadomość i dziękuję wam kolego. Ja już złożyłem i mam pseudonim „Głowacz”. Dziś nie będę odbierał od was przysięgi. Wierzę wam. Umyślcie sobie pseudonim. Przyjdzie do was ktoś, kto będzie komendantem naszej placówki i od was przysięgę odbierze.

Wielką radość sprawiła mi ta chwila przy spróchniałej wierzbie nad rzeką naszą Psarką. Rozeszliśmy się wtedy. Kita wrócił do domu a ja z powrotem do młyna. Mieląc mąkę na chleb i kluski, radowałem się, że już jestem tym ogniwem łańcucha wolności, z którego powstanie wolna i niezależna Polska.

Otrzymywaliśmy w tym czasie pisma: „Chrobry”, „Znak”, „Orzeł Biały”, „Pług i Miecz”. Nie wiedzieliśmy, czy to dobra prasa podziemna, ale czytaliśmy ją i rozpowszechniali pomiędzy ludzi. Ignac Latała równo pracował ze mną, a kiedy wrócił późno z kampanii wrześniowej Józef Wojteczek „Dusiciel”, było nas całe grono wiciarzy.