Mjr Henryk Dobrzański „Hubal” miał dużo broni w naszych lasach za Bronkowicami, na Wykusie. Tam koło kleszczyńskiej drogi, koło rzeki Lubianki, chyba, była demobilizacja po bitwie pod Iłżą. Kto chciał – z „szalonym majorem” pozostał, kto chciał – składał broń i szedł do domu. Z majorem wtedy został dobry szwadron kawalerii. Porobili wtedy w dwóch miejscach nad rzeką Lubianką schrony: jeden na broń i drugi dla ludzi, i ewentualne zimowisko. Schron na broń nie był tak duży. Były porobione stojaki na cekaemy, na erkaemy i kabeki. Broń została dokładnie wyczyszczona przez żołnierzy, grubo nawazelinowana i ustawiona w stojakach. Stały tam również na podwyższeniu paki z amunicją i granatami, amunicja w taśmach, też nawazelinowana. Schron na broń miał może 5 na 5 metrów, do 3,5 metrów wysoki. Drugi schron dla ludzi był kolosalnie duży. Miał do 8 m szerokości i 15 m był długi. Czterema rzędami były porobione prycze, ładnie wymoszczone mchem leśnym i dębowymi liśćmi. Podłoga, spód schronu mieszkalnego wysypane żółtym piaskiem. W rogu schronu były zrobione mury, kuchnia i piec chlebowy. Luft i odprowadzenie dymu były tak zgrabnie zrobione, że biegły po podkarpiu, brzegiem rzeki i dopiero daleko kończyły się w wielkich gąszczach i bagnach. Powały były ułożone z długich brzóz i dębczaków. Schrony były solidne. Włazy schronów były maskowane małym świerkiem.