Najpierw na wywiad idzie Kołodziejczykowa. Wraca pod wieczór z zapłakanymi oczami. Idą Kołodziejczykowie, a z nimi Gołębiowski w róg szopy na naradę. Bardzo jestem ciekaw o czym będą mówić. Kiedy całkowicie zapadł zmrok podkradłem się pod naradzających się i wysłuchałem, że Kołodziejczyk nie może wrócić, bo już go poszukiwało UB, jako partyjnego hitlerowca. Kołodziejczykowa została ostrzeżona przez przychylnych przyjaciół Ślązaków, że skoro przyjechali w te strony, nawet niech się nie pokazują w swojej wsi i gospodarstwie, bo go zaraz UB chwyci i nie wiadomo, co z nim zrobią. Niech wieje nawet w mysią dziurę i niech się nie pokazuje. Teraz dopiero poznałem oblicze pana Kołodziejczyka, który nabierał Polaków. Byłoby wielu poszło, również i Gołębiowski, gdyby Hitler rządził. Miałem go nawet przyaresztować i doprowadzić do jakiejś władzy, ale machnąłem ręką, przecież nikomu z nas krzywdy nie zrobił. Niech mu odpłacą ci, co im zrobił krzywdę. Udawałem potem, że nic nie słyszałem. Gołębiowski o tym nic nie powiedział. Daliśmy mu zwiać, już ta zawziętość polska z nas wyparowała.