Mój starszy brat mało początkowo mieszkał w Tarczku. Więcej przebywał w Radomiu. Miał tam narzeczoną. Kiedy mu zaproponowałem należenie do organizacji, mówił, że należy w Radomiu. Kazał nam być ostrożnym, bo już zdarzyła się wpadka w Skarżysku z grupą harcerzy, jak również i Radomiu. W zimie 1941 r. Zawarł tam małżeństwo z Janiną Kaługą. Był w stopniu starszego sierżanta. Pod koniec zimy 1941 zmarł nasz dowódca placówki por. Jan Kolbus. Wczesną wiosną 1941 odbyliśmy kilka zbiórek organizacyjnych pod pretekstem zbiórki Ochotniczej Straży Pożarnej, gdzie dyskutowaliśmy o naszej przynależności politycznej. My jako wiciarze i ludowcy nadal już nie zostaniemy w ZWZ, który po śmierci „Grota”, objęty władzą przez Bora–Komorowskiego przeistacza się w AK. Walczyć możemy ramię w ramię z akowcami, ale będziemy należeć do powstających Batalionów Chłopskich. Po zdecydowaniu wszystkich, wieczorem w kwietniu 1941 roku na zbiórkach drużynami zostaliśmy przyjęci do BCh. Nasz teren jako rejon VII nosił nazwę Batalionu Świętokrzyskiego i składał się z trzech kompanii. Dowódcę tego rejonu i batalionu był początkowo por. Żelaskiewicz, zamieszkały w Pokrzywnicy nauczyciel. W czerwcu 1942 r. Został aresztowany wraz z drogim nam komendantem obwodu Mieczysławem Ambrożem. Zginęli zamordowani w Oświęcimiu.

Wiosną Niemcy pogonili kota mojemu bratu Stanisławowi. O mało go nie ujęli w Radomiu. Z żoną Jasią wrócił do domu i stale przebywał na melinach, aby jakoś przeżyć wojnę. Wtedy zaproponowaliśmy mu, aby należał do nas. Z miejsca po spotkaniu się z „Bartoszem”, „Gruszką” i Kamińskim, został dowódcą kompanii BCh. Drugą kompanię na terenie Chybic i innych wsi miał ppor. Zalewski, trzecią kompanią dowodził Dyk z Dąbrowy, czwartą plut. podch. Witkowski z Łomna. Po aresztowaniu i śmierci por. Żelaskiewicza powierzono dowództwo rejonu VII i batalionu memu bratu. Nosił on pseudonim „Małuja”. Do organizacji zabrał się pilnie. Prowadził szkołę podoficerską. Oficerem szkoleniowym był „Rawicz” Władysław Lasota. Szkolenie podoficerów odbywało się przeważnie u pp. Pomianowskich w Radkowicach. Gustaw Pomianowski i jego żona, choć profesorowie o kwalifikacjach najwyższych studiów zagranicznych – on z dziedziny rolnictwa, ona profesorka geografii na wyższych uczelniach – mieli bardzo wielkie względy humanitarne do ludności wiejskiej. Kiedy powstały Bataliony Chłopskie, ich dorosłe już dzieci: Wanda – studentka III roku polonistyki i syn Andrzej – student i roku energetyki, należeli nie gdzie indziej tylko do BCh. Na terenie swojej wsi Radkowice zorganizowali silną organizację BCh. Szkołę podoficerską skończyli z bardzo dobrym wynikiem w stopniu kaprali. Szkolący się tam (ok. 20 osób) narażali zawsze tych gorących Polaków na zagładę ze strony Niemców. Byli aresztowani, ale Niemcy – mając jakoś mało podstaw – po miesiącu więzienia puścili ich. Przez ich dom potem szły wszystkie wyprawy w akcjach na Starachowice. Tędy szła broń do innych akcji, której nie mogli ludzie przecież nieść przez teren (ok. 20km), a dostawali ją na miejscu akcji. Ja należałem do bojówki BCh. Likwidowaliśmy szpiclów. Pierwszą likwidacją była likwidacja leśniczego Mroza z Sieradowskiej Góry, bardzo szkodliwego szpicla. Do niej należeli również Wanda i Andrzej Pomianowscy. Tak złożyło się, że nie braliśmy wspólnie udziału w jakiejś akcji.