Nie znam dokładnie tej historii, jak Niemcy wpadli na ślady schronów, ale to miało być w ten sposób. Jeden z podporuczników „Hubala”, opiekujący się bronią, z bliskimi sobie ludźmi pod wiosnę 1940 roku popijali wieczorem w restauracji u Spętkowskiego. Ludzie podnieceni alkoholem rozmawiają dość głośno. Tak się zdarzyło, że koło ich stolika siadł niedaleko niemiecki konfident. Pijany podporucznik wygłaszał w restauracji patriotyzm i że on ważny, bo się opiekuje bronią złożoną na Wykusie. Konfidentowi więcej nie było trzeba. Wyszedł, zawołał idących ulicą żandarmów i wskazał podporucznika. Podporucznika otoczyli niemieccy żandarmi i aresztowali. Zabrali go na tortury, których nie przerywali przez trzy dni i trzy noce. Trzeciego dnia gość nie wytrzymał i powiedział, że schron pokaże. Co było żandarmerii i wojska niemieckiego w Starachowicach, wszyscy z podporucznikiem udali się na Wykus w lasy siekierzyńskie. Pokazał, zabrano broń i amunicję na cztery wielkie gumowe wozy zaprzężone w parę silnych koni, pod wiosnę 1940 r. Podporucznik powędrował do obozu zagłady.