Po bitwie pod Iłżą my, wiciarze i chłopcy z Bodzentyna, jak Antoni i Roman Pałysiewicze, robiliśmy wyprawy po broń, konserwowali i przechowywali w schronach. Już wtedy powstała chęć walki z wrogiem i wiara w zwycięstwo. Jeszcze bronił się Modlin, Warszawa, Westerplatte, Hel a my już knuliśmy spisek. W drugiej połowie października 1939 jednego razu przybył specjalnie do kościoła, aby się ze mną spotkać, dobry mój przyjaciel Jan Krogulec, gajowy z Sieradowskiej Góry. Z jego braćmi Stefanem i Lutkiem byliśmy w przyjaźni. Miałem się spotkać z majorem Dobrzańskim „Hubalem”, lecz do tego nie doszło, bo przeniósł się z Wykusu w inny masyw świętokrzyskich lasów. Celem spotkania miał być werbunek, na wszelką ewentualność, uzbrojonych ludzi, będących w pogotowiu na główną rozprawę z Niemcami. Już wtedy poczęły wychodzić gazetki, „Pług i miecz” i inne. Najpilniejszym konspiratorem był Ignac Latała. Byliśmy po broń w Mirocicach, za którą musieliśmy zapłacić. Kilka karabinów kawaleryjskich zakonserwowaliśmy i później się przydały.