Kontrolą zajmowali się inni na dole, a ja musiałem iść do wagonów. Głos por. „Nurta” nawoływał: – Chłopcy do wagonów. Będąc najbliżej pierwszy wskoczyłem do niemieckiego wagonu. Był pusty, bez Niemców. Gdy powtórzono Niemcom, aby się poddali, bo pociąg za chwilę wyleci w powietrze, głos niemieckiego oficera krzyknął: <–O wy polnische Banditen> i ze wszystkich niemieckich wagonów sypnęły serie broni maszynowej. Rozgorzała na nowo walka. Tym razem nieubłagana i zawzięta. Por. „Nurt”, będąc z nami w pierwszym przedziale nakazał zdobywać następny wagon, który był zabarykadowany przez Niemców. Próba wyłamania była trudna. Nie było łomów, aby wyłupać albo wyrąbać i otworami wrzucać granaty. Niemcy ogień dwóch bertmanów skierowali na nasz zajęty wagon, skąd szturmowaliśmy. Bili bez przerwy niżej i wyżej, my leżąc na brzuchach, na podłodze byliśmy zasypywani drzazgami. Było bardzo gorąco. Kontynuowaliśmy rozmowę strzałów przez ścianki następnego wagonu. Odległość była tak bliska, że błyski wystrzałów aż parzyły w twarz. Umilkł jeden niemiecki bertman, ale drugi bił jak oszalały. Ja przewieszony przez bufory na przejściu czułem się trochę pewniej jak w przedziale, bo od czasu do czasu ładowałem kabeka i dawałem strzał na wyczucie w kierunku tego roztrajkotanego bertmana. Od czasu do czasu powtarzał się głos por. „Nurta”, aby zdobywać następny wagon. Zauważyłem, że wejście do następnego wagonu tak jest podziurawione pociskami, że można otworem na korytarz rzucić granat. Może ktoś zdziwić się, skąd w nocy można widzieć. Seria puszczona z bliska z empika świeci jak bateryjka. Wyciągnąłem jedynego polskiego siekańca, wyrwałem przetyczkę i mierząc w otwór, rzuciłem. Była przerwa strzałów i w tej ciszy słyszałem jak podskakiwał i toczył się po korytarzu, z lekka zachichotał i wybuchł. Po wybuchu słychać było jęki, wkrótce zagłuszone strzałami. Następne kilka granatów zadecydowało o zdobyciu następnego wagonu, dalej granatów już nie mieliśmy. Por. „Nurt” chcąc dać przykład przedostał się do następnego wagonu, ale tak został zasypany ogniem przeciwnika, że po wystrzelaniu jednego magazynka, wycofał się do nas i więcej nie napędzał nas do szturmu. Do tego nasi nie przerywali ognia. Rażeni przez pociski swoich i Niemców chcieliśmy żyć. Któryś z naszych rannych jęczał. Wzięli go we dwóch na płaszcz i ponieśli, gdzie leżał por. „Czarka” i inni. Niemiecka obrona w końcu była słaba, ale nie poddali się do ostatka. Uważam, że amunicji im nie brakło, lecz zostali wybici. Prosty żołnierz może by się poddał, ale to jechała sama śmietanka na urlop, prawie sami oficerowie, rzadko się trafił podoficer, żołnierz prosto z frontu, a nasza partyzantka to nowicjusze. Do tego byli może uprzedzeni. Jak oni mordują i palą żywcem polski naród, to my ich jako jeńców nie bralibyśmy do lasu. Przeciągającą się dwugodzinną walkę przerwał komendant „Ponury”. Ściągnięto ludzi ze stanowisk. Stanęliśmy na zbiórce w wąwozie. Najpierw poszli z rannymi, których było pięciu. Rany odnieśli: por. „Czarka” Jan Rogowski, ppor. „Witek” Wincenty Waligórski, „Dan” Wiesław Janowski, „Gal” Jerzy Łaboś i „Dżuma” Czesław Oświęcimski. Maszerowaliśmy wąwozem, po osiągnięciu lasu na wzgórzu przeszliśmy na drugą stronę Michniowa. Zatrzymaliśmy się w lesie niedaleko końca Michniowa od strony Wądołu. Poczęli do nas schodzić się ludzie z Michniowa. Słychać dookoła płacz ludzi, przeważnie niewiast, którzy stracili dziś najbliższych, pomordowanych przez hitlerowskich oprawców. Pocieszamy ludzi, jak możemy. Radzimy im, aby nie pozwolili się drugi raz otoczyć. Kto żywy, gdy będą nadciągać Niemcy, niech ucieka w las. Współczuje im prawie każdy z partyzantów i pociesza, jak umie.

–Wy panowie macie broń, a nas wyłapią i spalą w ogniu jak naszych mężów i ojców.

Ich szloch i płacz tak ciężko gniecie serce, po twarzach niektórych spływają łzy, który każdy ukradkiem ociera rękawem. Tym ludziom chyba jest lżej, gdy widzą, że ich cierpienie i rozpacz jest także i naszym cierpieniem. Wielu z nas niedawno też coś takiego przeszło. Otoczyli „Ponurego”, który im przyrzeka, że gdyby przyjechali Niemcy, nie pozwolimy, będziemy czekać tu w lesie, aby w razie najazdu rozprawić się z nimi za wasze krzywdy. Wstał dzień. My rozwinięci na leśnym dukcie czekaliśmy na przyjazd Niemców. Wystawiono placówki, uzupełnialiśmy amunicję, dzieląc ją między siebie jak największy skarb.