Nigdy nie zapomnę Ci kolego,
Jak z akcji wyniosłeś mnie rannego.
W szale bitewnym serią trafiony,
Wiłem się z bólu, cały skrwawiony.
Wlokłem za sobą strzaskaną nogę,
Do śmierci tylko ja miałem drogę.
Do życia we mnie żadnej nadziei.
Tyś mi z pomocą przyszedł z kolei.
Okiem zamglonym swoich szukałem,
Jak się przybliżasz,ciebie widziałem.
Jakże tak mogłeś, dowódco drogo?
Niechże ja zginę, nie żal mi nogi,
I któż mi wtedy miałby zabraniać,
By za broń chwycić, ciebie osłaniać.
I oczy moje szukały wroga
I niczem ból był, o życie trwoga.
A długie serie z mojej pepeszy
Niech wroga biją, ciebie ucieszy,
Żem żołnierz twój jest i się nie łamię.
Nową serią strzaskano ramię.
Lecz mnie wyniosłeś wtedy rannego
Pomiędzy swoich, dobry kolego.

1971